Wstąpiłem do klubu…

Nowy rok rozpocząłem godnie. Mikołaj wiedział, co mi przynieść pod choinkę i tak nowy rok jest jak nowe rozdanie. Od teraz w mojej przygodzie groomingowej towarzyszy mi Clubman Pinaud. Co to takiego? Już wyjaśniam.

Clubman Pinaud to marka o francuskich korzeniach, choć dziś już bardziej jest kojarzona jako wytwór amerykański. W Stanach nie ma barbera, który by o niej nie słyszał i większość dałaby sobie dać rękę odciąć, że to ich rodzima firma. Powodem, dla którego tak się stało, jest pokręcona historia Clubmana, który został stworzony w 1900 roku w Paryżu. Pewien francuski biznesmen postanowił podbić rynek kosmetyczny i tak zaprezentował światu pierwsze wody kolońskie. Kosmetyki szybko zyskały uznanie, głównie dzięki zapachom, które z jednej strony były dość klasyczne, z drugiej – przebijała w nich niebanalna, egzotyczna nuta, która działała intrygująco – szczególnie na panie. Gdy produkty Clubman Pinaud zawojowały Francję, zaczęto eksportować je do innych krajów i na inne kontynenty. I tak pojawiły się w Ameryce, gdzie zyskały popularność podobną do tej francuskiej. 30 lat temu na skutek różnych zawirowań, markę odkupili Amerykanie i przenieśli do siebie całą linię produkcyjną. W tym czasie poza wodami zapachowymi, Clubman Pinaud wytwarzał również inne męskie kosmetyki. Dziś jest tego naprawdę dużo – toniki do włosów, balsamy i olejki do zarostu, żele do włosów, mydła i kremy do golenia czy woski koloryzujące. Ja rozpoczynam swoją przygodę z Clubman Pinaud od mega kremu do golenia.

Coraz bardziej zaczyna mi imponować ten mój osobisty Mikołaj. Wyprzedza mnie w docieraniu do nowinek barberskich i dzięki temu – bardzo zaskakuje. Wstyd mówić, ale o Clubmanie dowiedziałem się dopiero, gdy rozpakowałem swój prezent świąteczny. Nie wiem jak to się stało, że tak znana marka nie obiła mi się nigdy o uszy. Krem do golenia, który wyłonił się z pudełka prezentowego, szybko zmobilizował mnie do uzupełnienia wiedzy, dzięki czemu dziś już wiem o tych produktach bardzo dużo. Przestudiowałem zagraniczne fora i blogowe recenzje i trochę czuję się już rozgrzeszony z tej niewiedzy 😉

Sam krem wypada rewelacyjnie. Byłem w lekkim szoku, gdy zobaczyłem wielkość opakowania, które otrzymałem (blisko pół litra kremu! Kiedy ja to zużyję???), ale to przecież produkt barberski, więc sprzedawany w hurtowej ilości. Gdybym miał go porównać do jakiegoś znanego mi kremu, przywołałbym tu Baxter of California. Ma podobną konsystencję, jest tak samo wydajny i klasycznie pachnie. Na pianę raczej tu liczyć nie można, bo krem sam w sobie nadaje ślizg maszynce i dobrze się rozprowadza. Nie wymaga więc użycia pędzla i nie tracimy czasu na rozrabianie kremu. Osobiście bardzo lubię kremy do golenia, bo potrafią zaoszczędzić czas rano w łazience a przy tym robią też robotę balsamu do golenia. W przypadku Clubman Pinaud to nawilżenie po goleniu jest bardzo komfortowe dla skóry. Zamiast zmywać resztki kremu z twarzy po goleniu, warto go wmasować je w skórę. Jego zapach, choć przyjemny i klasyczny, nie kłóci się z nutami wód po goleniu, dlatego śmiało można je stosować bezpośrednio po. To już trzeci tydzień, gdy używam kremu co drugi dzień a ja nadal mam wrażenie, że nic nie ubywa. Jak tak dalej pójdzie, naprawdę otworzę salon barberski 🙂

Aha. Mikołaj podpowiada, że krem można kupić za całkiem przyjemną cenę…

Bastek

clubman-krem-do-golenia-450_t

Ten wpis został opublikowany w kategorii Golenie, Kosmetyki do golenia i oznaczony tagami , . Dodaj zakładkę do bezpośredniego odnośnika.

Dodaj komentarz